kwiecień - maj 2001
"SMAKUJĄC"
wystawa fotografii Andrzeja Zygmuntowicza
Andrzej Zygmuntowicz ur. 30.01.1951 r. Mieszka w Warszawie.
W 1974 ukończył mechanikę precyzyjną na Politechnice Warszawskiej. Pracował jako konstruktor w Polskich Zakładach Optycznych, ekspert optyczny w centrum Zdrowia Dziecka, nauczyciel w Szkole Specjalnej i pracownik naukowy w Instytucie Meteorologii i Gospodarki wodnej. Od 1988 zajmuje się wyłącznie fotografią.
W 1973 został członkiem Warszawskiego Towarzystwa Fotograficznego, od 1975 w grupie "Zwyczajna 44". W 1984 uzyskał tytuł mistrzowski, w 1988 przyjęty do Związku Polskich Artystów Fotografików, w 1992 współtwórca Fundacji Konkurs Polskiej Fotografii Prasowej.
Organizator plenerów, kurator wystaw, popularyzator i wykładowca fotografii. Obecnie uczy w Studium Fotografii ZPAF i podyplomowej Szkole Reportażu przy Collegium
Civitas. We własnej fotografii podąża dwoma drogami. Jedna to dokumentalizm, ukazywanie ludzi i ich miejsc. Druga to analizowanie kontekstów zawartych w cielesności.
„Leżeli obok siebie. Dziewczyna oparła swoją głowę o ramię chłopaka i przytuliła się do niego ciałem. Leżeli zmęczeni miłością i upałem, byli młodzi i ładni oboje
– jedno ciemne, drugie jasne. Sukienka dziewczyny była uniesiona; miała długie,
mocne brązowe nogi.”
Marek Hłasko, pierwszy krok w chmurach.
Wymięta pościel. Leniwy poranek. Letnie światło wypełnia pokój. Uwięziona mucha bzyczy obijając się o szybę okna. Ciało niewinne, dziewczęce, delikatne, wstydliwe. Figlarnie skrzyżowane nogi nieświadome swojego uroku zapraszają do zabawy.
Pełne namiętności powietrze odurza. Atłasowe prześcieradło wypełnia skromne wnętrze luksusem. Jest duszno od zapachu olejku różanego. Moment intymności. Ciało namiętne zanurza się w pożądaniu lecz jakby wciąż wstydliwe ukrywa swą rozkosz.
Jestem zaczadzona pięknem mojego ciała. Patrzyłam dzisiaj na siebie twoimi oczami, odkryłam miękkie zagięcie ramion znużoną okrągłością piersi które chcą spać i powoli na przekór sobie staczają się w dół. Moje nogi rozchylające się oddające bezmiernie aż po krańce których nie ma to co jest mną i poza mną pulsuje w każdym liściu i w każdej kropli deszczu. Widziałam się jak gdyby poprzez szkło w twoich oczach patrzących na mnie czułam twoje ręce na ciepłej skórze moich ud i posłuszna twojemu rozkazowi stałam naga naprzeciw lustra, a potem zasłoniłam oczy twoje żeby nie widzieć i nie czuć samotności mojego rozkwitłego tobą ciała.
Halina Poświatowska
Mgła spowiła doliny.
„Wieżo z kości słoniowej, mawiają zwykle, Domu Złoty! Jak może być kobieta wieżą z kości słoniowej albo domem złotym? (...) Eileen dłonie ma długie i białe. Pewnego wieczoru, gdy bawili się w zgadywanie, położyła mu na oczach dłonie, białe, chłodne i miękkie. Tak jak słoniowa: chłodna biała. Taki jest sens Wieży z kości słoniowej.”
James Joyce, Portret artysty z czasów młodości
„Najgłębszą rzeczą w ludziach jest skóra”
Paul Valery
Biała ściana. Gęsia skórka, rozstępy, blizny. Skóra. Powłoka ciała nosi skazy. Faktura. Szczere oko odnajduje jeszcze jedną kropkę, pieprzyk, zmarszczkę, włosek. Wpatruje się jeszcze głębiej, bez wstydu, bez oporu, bez niechęci.
Antyczne posagi. Kobiece rzeźby. Kamienna postać, zastygłe rysy. Tylko dłoń drapieżna i silna rozgrzewa chłodne ciało. Dłoń prawie męska, nabrzmiała, spracowana podtrzymuje marmurowa statuę jak podstawa kolumny wspierającej świątynię.
Młoda Nike. Ciało z brązu. Delikatne rysy. Ostre ruchy. Stoi niewzruszona. Siłą woli – mocna; subtelnością piersi – słaba; żywiołowością włosów – wolna.
Kinga Kenig