
Tadeusz Krzywicki
SUWAŁKI
wystawa fotografii
styczeń - luty 2002
![]() |
![]() |
Tadeusz Krzywicki
ul. Armii Krajowej 38, 19-500 Gołdap, tel. (+87) 615 12 14
urodzony w 1949 roku w Suwałkach. Był członkiem PAcamera Club przy Regionalnym Ośrodku Kultury i Sztuki w Suwałkach
| Wystawy indywidualne:
1988 Galeria "Pretekst", Suwałki |
Udział w wystawach zbiorowych:
1987, 1988 Galeria "Pretekst", Suwałki |
![]() |
![]() |
Suwałki to niemal synonim prowincji. Kojarzone są z czymś w rodzaju kresów, gdzie białe niedźwiedzie spacerują po ulicach zimą z uwagi na sprzyjający im klimat.
Odczucia sporej części mieszkańców Suwałk są czasem podobne. Większość z nich przyjechała tutaj z chwilą awansu Suwałk na stolicę województwa; pewnie gdyby tylko mogli, czmychnęliby stąd czym prędzej.
Miasto nie może poszczycić się bogatą historią, wielkie wydarzenia działy się zwykle gdzieś obok. Położone zawsze gdzieś ma peryferiach pierwszej Rzeczypospolitej, Imperium Rosyjskiego, II Rzeczypospolitej, Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej czy obecnego stanu przed wchłonięciem przez Unię Europejską.
Suwałki uzyskały prawa miejskie niespełna 300 lat temu. Przez pierwsze sto lat istnienia, jak wynika to z archiwalnych opisów, przypominały raczej dużą wieś. Dopiero gdy zostały stolicą województwa augustowskiego nastąpił ich szybki rozwój. Do końca XIX wieku powstała większość zabudowy i przyrost cywilnych mieszkańców do liczby 24 tysięcy. Zaznaczenie, że liczba ta obejmuje jedynie cywili jest bardzo istotne, bowiem od lat 80. XIX wieku stacjonował tu duży garnizon wojskowy. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości dalej stacjonowali tutaj żołnierze. Miastu przez kilkadziesiąt lat ton nadawało wojsko. Obok wojska na wizerunek miasta miały też wpływ mniejszości narodowe; przed pierwszą wojną światową Żydzi stanowili 50% mieszkańców. Kataklizm drugiej wojny światowej zmienił zupełnie te proporcje narodowościowe.
Zdjęcia wystawiane przez Tadeusza Krzywickiego pokazują to, co gwałtownie znika pod wpływem tak zwanych zmian cywilizacyjnych. Pokazują miasto, którego już prawie nie ma - banalne wnętrza podwórek, ogrody, ciemne bramy. Takie było to miasto do niedawna. Obowiązujące metody planowania przestrzennego nie wpłynęły na utrwalenie dawnego klimatu miasta. Maniera podnoszenia rangi miasta poprzez wielkokubaturowe inwestycje, bezduszne w swoim wyrazie osiedla, ma zgubny wpływ dla ducha miejsca Suwałk. Drobnoskalowa, parterowa zabudowa nie pasowała do wojewódzkiej stołeczności.
Wystawa jest osobliwym pamiętnikiem Tadeusza Krzywickiego, przenosi nas w nieodległą przeszłość. Oglądane na wystawie prace powstały zaledwie kilka lub kilkanaście lat temu. Jednak części można określić jako zapis archiwalny. Ten archiwalny zapis w formie czarno-białej fragmentów miasta może trochę dziwić przypadkowego widza. Jednak dla tych, którzy pamiętają dawne ulice Noniewicza, Gałaja czy Emilii Plater z parterowymi najczęściej drewnianymi domami, w których były ganki z ławkami, a w ławkach zwykle siedziały jakieś babcie i chłonęły otaczający je kosmos. Ludzie żyli swoim życiem, często nie wiedząc, co dzieje się w innej części tego niewielkiego miasta. Rozmowy i obserwacje zastępowały pracę, radio i telewizję. Do każdej z tych bram można opowiedzieć jakąś historyjkę, czasem zabawną, a czasem nadającą się do przekształcenia na scenariusz jakiegoś niezłego filmowego suspensu.
Moja ulubiona historyjka dotyczy pewnego wydarzenia sprzed trzydziestu kilku lat, które miało miejsce jakiegoś zimowego poranka na ulicy Gałaja. Dla niewtajemniczonych warto dodać, że jest to ulica położona wzdłuż rzeki Czarna Hańcza; między ulicą a rzeką są (jeszcze są) rozległe ogrody. Mieszkańcy nie tylko uprawiali ogrody, ale również hodowali różne zwierzęta gospodarskie - świnie, krowy, konie, owce... Jedna z takich owieczek stała się bohaterką wydarzeń, które wstrząsnęły tą częścią miasta. Właścicielem owieczki był niejaki pan S., który zdecydował, że tego ranka owieczka ma stać się baraniną i półproduktem na kożuch. Udał się więc do niewielkiej obórki z nożem rzeźnickim w wiadomych celach. Owieczka chyba instynktownie wyczuła, że gospodarz ma w stosunku do niej złe zamiary. Zanim S. zdążył zbliżyć się do niej i cokolwiek zrobić, potrąciła go w drzwiach do obórki, wybiegła na podwórze, a z podwórza przez bramę na ulicę. Pan S. nie stracił rezonu i rozpoczął pościg... Owieczka uciekała brukowaną ulicą, a S. za nią. S. był dość tęgi i grubo ubrany z uwagi na chłodny poranek. Pościg się przedłużał - ulica Gałaja jest dość długa. Goniący zaczął się stopniowo rozbierać. W chwili, gdy nasza bohaterka zmęczona pościgiem zdecydowała się skręcić w jakąś bramę, S. był już ubrany jedynie w buty, spodnie i podkoszulek. Podwórka były do siebie podobne, gdzieś w głębi stała podobna obórka, która wystraszonemu zwierzęciu musiała przypominać jej niedawny jeszcze azyl. Owca wpadła do obórki, a tam jakaś kobiecina doiła swoją krowę. Pewny swego sukcesu, czerwony z wysiłku i ubrany jedynie "u góry" w podkoszulek, z nożem w ręku wpadł S. z okrzykiem: "No ty stara k..... teraz ciebie zabiję". No cóż, bez ingerencji pogotowia się nie obyło, kobiecinę w stanie szoku odwieziono do szpitala. Losu owcy możemy się jedynie domyślać. Takimi właśnie historiami żyły suwalskie ulice i podwórka. Warto czasem zejść z ulicy, zajrzeć w takie podwórko, mieszkańcy z pewnością podzielą się jakąś historią podobną do opowiedzianej. Czarno-białe zdjęcia Tadeusza Krzywickiego staną się tłem dla takiej historii, a Suwalczanom z przypadku pozwolą może lepiej zrozumieć sens modnego dzisiaj pojęcia "mała ojczyzna".
Maciej Ambrosiewicz