| |
|
Agnė Narušytė
Pomiędzy pustką a pustką
Kwadratowe obrazy monotonnie zastępują siebie nawzajem, ale między nimi nie
ma wielkiej różnicy: róg budynku, słup, wiejska uliczka, sklep, drzewo,
przechodzień. Każdy z nich reprezentuje wrogie, nieuczęszczane i dawno
zapomniane przedmieścia litewskiej prowincji. Nie ma w nich nic, co
wcześniej moglibyśmy zobaczyć, nic specjalnego – nic wartego
sfotografowania. I dlatego wprawia to nas w zastanowienie: jaki jest
prawdziwy przedmiot serii Litwa. Obrazy pożegnania? Z czym autor każe się
nam pożegnać? Być może ma na myśli pochyłe słupy na poboczach dróg niedawno
pomalowane w czarno-białe pasy? Być może ma na myśli pomysł postawienia
pomnika „przeciętnej kobiety” na ważnym lecz opuszczonym skwerze miasteczka?
Być może ma na myśli radziecki kosz na śmieci przypominający wazon? Albo być
może każe nam pożegnać zabawkę-rakietę z pomarańczowym czubkiem? I dlaczego
w ogóle każe się on nam żegnać?
Owe przedmioty – budynki, ogłoszenia i inne rzeczy – wyróżniają się spośród
szarego krajobrazu miasteczek dzięki swym jasnym barwom. Kolor spala
(przeobraża) uczucie żalu w obojętność dnia codziennego. On także oddziela
radzieckie wizerunki od estetyki nudy, która ukształtowała się w okresie
rządów ZSRR na Litwie (Vytautas Balčytis, Alfinsas Budvytis, Remigijus
Pačesa, Algrirdas Šeškus i inni); ten drugi okres był bardzo szary; posępny
smutek ciekł przez ciemność wywołanych fotografii i mgły melancholii. Świat
Stanionisa jest kolorowy, rzec można nawet jasny i dlatego tak
„realistyczny”: ukrywa on nastroje i wydaje się pokazywać przedmioty w
sposób obiektywny. Jednak, kolory ciągle zwodzą. Radosne barwy zasłaniają
niezamieszkałe przez długi czas wyniszczone budynki; jak gdyby była to godna
pożałowania próba nie zapomnienia, ochronienia, zatrzymania. Kolor jest
znakiem wysiłku przetrwania, nieskończenie naiwnego wysiłku. Kolor
zwyczajnych rzeczy prowincji jest czymś nieznanym, ale śmiejącym się w
typowy pochmurny dzień.
Poprzez swoje fotografie Stanionis każe pożegnać się nam z tymi wszystkimi
śmiesznie kolorowymi rzeczami, które teraz znikają. Są zmieniane powoli
przez szarą samokontrolę zglobalizowanego świata. Prostolinijny, prawdziwy
znak „stop” nad drzwiami sklepów nie będzie wisiał tam już dłużej. Jego
miejsce zajmą ujednolicone logo sieci sklepów detalicznych. Wszystko będzie
odnowione i schludne, czasami nawet sterylne. Kolory będą ostrożnie
dobierane przez kierowników i projektantów od reklamy: funkcjonalne,
reprezentacyjne oraz gładko namalowane na nowych, a nie na niszczejących
powierzchniach. Fotograf rozstaje się z przeszłym życiem; ślady przeszłej
kreatywności pozostają w tych niechlujnie pomalowanych rzeczach i ich szarym
tle. Autor nakazuje pożegnać się z prawdą i rzeczywistością przeszłości,
które są postrzegane tylko przez niedoskonałość (przez pryzmat ich
niedoskonałości). Fotografuje on budynki w taki sposób, jak gdyby jego wzrok
musnął je zaledwie, ponieważ nie powinniśmy zwracać zbytniej uwagi na
architekturę, ale na styl życia, który ją stworzył a już nie istnieje.
Przetrwał on tylko w zapachu odzienia przechodnia, rzadko pranego i
przesiąkniętego zapachem tytoniu. Barwne pobłyskiwanie rzeczy jest kruche
(ulotne); ich farba już się łuszczy; niesamowicie trudno jest uchwycić
pozostałości życia, które przemija; niesamowicie trudno jest cofnąć je, by
móc je uważnie zbadać. Dlatego kolor przybiera koleją funkcję: ukrywa on
życie przeszłe i próbuje przystosować je do obecnego, lecz wysiłki są
żałosne…
(…)
Dlatego na co jeszcze patrzy Vytautas V. Stanionis? Wydaje się to być
oczywiste; wydaje się, że do obrazu nie można już nic dodać: ma to na celu
uchwycenie tego, co zniknie – zwykła misja fotografii. Jednak poprzez
powtórzenie pustka tworzy luki, w których widzimy sens obecności czegoś
ważniejszego. Coś jak „bycie”. Fotografie te nie są tylko historycznym
dokumentem, lecz także egzystencjalnym doświadczeniem. Chwytają one
istnienie jak powietrze. |